Forum PercyJackson.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

(Nz) Syn Pana Nieba (+12) (9/?)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum PercyJackson.fora.pl Strona Główna -> Fan Fiction
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Raphael
Kryzys Tantala
Kryzys Tantala



Dołączył: 05 Wrz 2012
Posty: 567
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Percy

PostWysłany: Pon 18:48, 05 Lis 2012    Temat postu:

Już znalazłem. Dość kiepsko mi ta podróż wychodzi, ale co tam. Najwyżej droga Ali mnie zjedzie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
rolKa178
Kryzys Tantala
Kryzys Tantala



Dołączył: 12 Sie 2012
Posty: 562
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Domek nr 11
Płeć: Percy

PostWysłany: Pon 18:51, 05 Lis 2012    Temat postu:

No, najważniejsze to [tekst usunięty przez Ugrupowanie Największych Pisarzy]

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mosqua
Boy z hotelu Lotos
Boy z hotelu Lotos



Dołączył: 12 Kwi 2012
Posty: 330
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Annabeth

PostWysłany: Pon 18:57, 05 Lis 2012    Temat postu:

Raphael napisał:
Już znalazłem. Dość kiepsko mi ta podróż wychodzi, ale co tam. Najwyżej droga Ali mnie zjedzie.

Oj możesz być tego pewien. Twisted Evil Już szykuję rączki net


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Raphael
Kryzys Tantala
Kryzys Tantala



Dołączył: 05 Wrz 2012
Posty: 567
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Percy

PostWysłany: Wto 22:14, 06 Lis 2012    Temat postu:

Ale długi rozdział mi wychodzi. Mam już ponad 3700 słów. Nasza kochana Ali będzie miała co krytykować.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Raphael dnia Wto 22:18, 06 Lis 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Raphael
Kryzys Tantala
Kryzys Tantala



Dołączył: 05 Wrz 2012
Posty: 567
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Percy

PostWysłany: Śro 12:19, 07 Lis 2012    Temat postu:

Cześć! Przepraszam, że pod moim postem, ale kolejny rozdział wstawiam. Najdłuższy jaki dotąd napisałem. Pisałem go prze 5 dni. Mam do niego mieszane uczucia. Z jednej strony kiepski moim zdaniem początek i niezbyt dobrze opisana podróż. Z drugiej świetne zakończenie. Rozdział ten dedykuję dwóm moim muzom:
Verte - mojej muzy literatury, która wiele razy pomagała mi przy tworzeniu tego rozdziału.
Alishacet - mojej muzy muzyki, która doradziła mi słuchanie muzyki, kiedy miałem problemy z tworzeniem ósmego rozdziału.
Plus do tego kolejna specjalna dedykacja dla naszego artystycznego kolegi - rolKa178 - który otacza nas swoim humorem.
Oceniajcie i komentujcie:

Rozdział VIII „Do Obozu Jupiter”

Nazajutrz już wszyscy wiedzieli o ucieczce syna Uranosa. Obozowicze, zwłaszcza z domku Aresa i domku Ateny świętowali odejście znienawidzonego herosa. Wszyscy za wyjątkiem dwóch półbogów.

Jednym z nich był oczywiście Percy Jackson, który bardzo martwił się o swego przyjaciela. Nie chciał zostać jego wrogiem. Jednak wiedział, że prędzej czy później będzie musiał stoczyć z nim walkę i mu to wszystko wyjaśnić. Ponadto te wydarzenia przypomniały mu trochę historię z Lukiem. Raphael tak samo jak syn Hermesa został zmanipulowany przez tytana. Percy był wściekły z tego powodu, bowiem w przeciwieństwie do sprawy z Lukiem, tutaj mógł temu zapobiec. Chejron miał rację, mówił sobie w duchu. To wszystko przez ze mnie, to ja sprawiłem, że Raphael się od nas odwrócił. Chłopak właśnie przebywał we swoim domku pakując najpotrzebniejsze rzeczy do swego plecaka. Miał bowiem dotrzymać obietnicy danej Mentorowi i wyruszyć do Obozu Jupiter. Percy był bardzo ciekawy jak sprawy się mają u Rzymian. Po chwili plecak był spakowany i Percy udał się do Wielkiego Domku do Chejrona, by jeszcze ustalić wszystkie sprawy.

Drugim herosem, który był smutny z powodu odejścia syna Uranosa była Anaya. Dziewczyna nadal kochała Raphaela, nawet mimo tego co zobaczyła wczoraj. Wiedziała, że to wydarzenie, ta wściekłość chłopaka to była jej wina. Nie powinna tak się rozczulić przy rozmowie z Percym, nie powinna pozwolić mu się przytulić. Teraz jej ukochany uciekł i zamierza ożywić tytana, którego marzeniem jest zniszczyć cały świat. Dziewczyna siedziała przed drzewem , niedaleko Wielkiego domu i czekała na Percy’ego, który rozmawiał teraz z Chejronem na temat jego misji. Anaya bardzo chciała z nim pójść. Marzyła, by razem z nim odnaleźć Raphaela i odzyskać utraconą miłość.

Pogoda na obozie była w miarę przyjemna i ciepła. Korony drzew nieśmiało tańczyły w rytm lekkiego wiaterku. Tu i tam śpiewały ptaszki, a w oddali było słychać szum morza. Z areny dobiegały odgłosy walk, a w amfiteatrze dzieci Apollina i Afrodyty wystawiały spektakl miłosny, który każdy mógł sobie obejrzeć, a którego nie oglądał nikt. Jednak potomkowie bogini miłości i boga słońca nic z sobie tego nie robiły i dalej grały, jakby ich widzami była sama natura.

Percy Jackson poszedł do Chejrona, by się dokładnie dowiedzieć o celu jego misji, czy po spotkaniu z Oktawianem ma wrócić do obozu i czy może wziąć towarzysza. Centaur mu wszystko wytłumaczył.
- Chłopcze, celem twojej misji jest dowiedzenie się wszystkiego o celach Uranosa i powstrzymanie go przed powstaniem. Oktawian jako potomek Apolla ma pewną umiejętność przewidywania przyszłości. Może ci powiedzieć co masz zrobić. Poza tym przy pomocy Elli może przekazać tobie przepowiednię, której potrzebujesz. I nie pytaj o Rachel, bo tym już rozmawialiśmy – powiedział mu Chejron.
- A co z towarzyszami? – zapytał Percy – Mogę wziąć towarzysza?
- Obawiam się Percy, że tym razem będziesz zdany na samego siebie – odrzekł jego Mentor. Okrążał pokój Wielkiego Domu, pijąc sok truskawkowy – Raczej wątpię, by ktoś z Obozu Herosów się zgodził na pójście z tobą. Zwłaszcza, że Raphael po ostatniej Bitwie o Sztandar stał się niezbyt lubianą osobą. Na Anayię się nie zgadzam. Ona jest w nim zakochana, a człowiek zakochany może zrobić dużo głupstw. Może w Obozie Jupiter znajdziesz kogoś do pomocy.

Gdy Percy dowiedział się wszystkiego o swojej misji uświadomił sobie, że jej celem, jak zwykle będzie powstrzymanie potężnego tytana, co go zaczęło trochę irytować. Najpierw Kronos, potem Gaja, a teraz Uranos. Syn Posejdona zaczął się zastanawiać kto będzie następny. Kim będzie się musiał zmierzyć, gdy już pokona samo Niebo. Tartar? Ereb? A może sam Chaos we własnej osobie wyzwie go na pojedynek? Percy Jackson wolał nie wiedzieć, kto będzie chciał jego śmierci w kolejnych latach.
Kiedy tak sobie szedł do bramy i rozmyślał o swojej niedoli pokonywania niemożliwych prawie do unicestwienia tytanów, wpadł na dziewczynę i się przewrócił. Napotkaną osobą okazała się Anaya. Dziewczyna zaćwierkała z zaskoczenia i pomogła mu wstać.
- OCH!! Nic ci się nie stało? –zatroskała się – Właśnie na ciebie czekałam i trochę się zamyśliłam.
- Nic. –zapewnił ją Percy – A właściwie po co na mnie czekałaś?
- No bo – przestąpiła z nogi na nogę. Lekko się zawahała – To przez ze mnie Raphael uciekł z obozu. To ja sprawiłam, że on chce wskrzesić Uranosa. Tylko dlatego, że się tak rozczuliłam.
Percy nie wiedział co jej powiedzieć. Nie chciał ją zawieść. Ona pewnie marzyła o pójściu z nim na misję. Chciała się osobiście spotkać z Raphaelem i wszystko mu wyjaśnić.
- To nie twoja wina – powiedział jej próbując ją uspokoić – Raphael był manipulowany przez Uranosa. To była kwestia czasu, by zaczął słuchać tytana. Poza tym ja też trochę zawiniłem.
- Mogę iść z tobą? – poprosiła, domyślać się odpowiedzi.
- Przykro mi to mówić. Ale nie – odparował Percy ruszając do bramy – Nie dlatego, że Chejron zakazał tobie iść ze mną. To sprawa między mną, a nim….
Syn Posejdona opuścił głowę i zamknął, jakby wysilając swój mózg do wyszukania odpowiedniej odpowiedzi. Po chwili odwrócił głowę do córki Ateny i rzekł tymi słowami:
- Muszę stanąć z nim w twarzą twarz. Tylko tak mogę wypełnić misję.
Znowu chwila ciszy. Tym razem trochę dłuższa. Percy i Anaya patrzyli sobie prosto w oczy, a ich twarze były poważne i lekko zamyślone. Wyglądało to tak, jakby siłowali się z umysłami.
- Obiecaj. obiecaj – zaczęła w końcu niepewnie córka Ateny – Obiecaj, że nie zrobisz mu żadnej krzywdy. Obiecaj, że przyprowadzić go żywego.
Percy spodziewał się tej prośby. Nie był pewny jak bardzo zmienił się Raphael. Nie wiedział, ile dobra w nim pozostało. Nie wiedział, czy uda mu się przemówić do rozsądku i wyprowadzić spod kontroli Uranosa. A co jeśli będziemy musieli walczyć, co jeśli jedynym sposobem na wypełnienie misji będzie zabicie Raphaela, pytał siebie w duchu. Percy nie chciał stracić przyjaciela. Nie chciał ponownie zabić niewinnego herosa, tak jak musiał to uczynić dwa lata temu w czasie walki z Lukiem. Co jeśli Uranos przejmie ciało jego przyjaciela, tak jak to uczynił Kronos przejmując kontrolę nad synem Hermesa? Percy najbardziej się tego obawiał. W końcu zrozumiał, że to wszystko co się stało ostatnio może się stać i dziś.
- Historia z Lukiem się nie powtórzy – odrzekł przez zaciśnięte zęby i wyruszył zanim Anaya zdążyła zareagować i odpowiedzieć.

Percy’ego czekała długa droga do Obozu Jupiter, gdyż mieścił się on w San Francisco, czyli gdzieś po drugiej stronie Stanów Zjednoczonych. Z Obozu Półkrwi wyruszył około 9:00 godziny, a w Nowym Jorku był trzy godziny później. W wielkim mieście przystanął na chwilę, by zrobić duże zakupy na zapas. Chłopak zakupił pięć hamburgerów, z czego jeden zżarł, parę Pepsi do popicia, plus do tego miękkiego wypchanego pluszaka w kształcie krowy dla Oktawiana, który wręcz kochał zarzynać przytulanki, ale o tym nieco później. Tak, więc nasz bohater po kupieniu trochę mięsiwa na drogę, wybrał się do Waszyngtonu, gdzie urzęduje murzyni syneczek Ateny, jaśnie pan Prezydent Barack Obama. Do tegoż miasta wybrał się metrem, czyli podziemnym pociągowo podobnym pojazdem. Podróż owa trwała jakieś 2 godziny, gdyż metro pędziło niczym Struś Pędziwiatr. W czasie jazdy tym nowoczesnym wehikułem syn Posejdona walczył najgroźniejszym i najbardziej niebezpiecznym wrogiem jakiego w swoim młodym dość życiu herosa spotkał, czyli…… chorobą lokomocyjną. Tak moi drodzy czytelnicy, nasz drogi półbożek nie jest taki niepokonany jak myśleliście przez cały czas. Zdołał on pokonać Minotaura, Meduzę i jej dwie siostry, Lwa nemejskiego, Hydrę Lernejską, Kanadyjczyków, Polifema, można by wymieniać i wymieniać. Nie zdołali go zabić nawet bogowie typu Ares. Percy pokonał nawet potężnych tytanów, takich jak Atlas, Hyperion czy Kronos. Nawet sama Gaja nie dała mu rady. A jedna maluteńka choroba lokomocyjna powaliła naszego bohatera bohaterów na kolana. No, więc po tej jak trudnej przygodzie z metrem Percy dotarł do Waszyngtonu D.C, gdzie postanowił odpocząć w najbliższym tanim hotelu. Tam do niego zadzwoniła jego martwiąca się mama.
- Syneczku, dobrze się czujesz? – zapytała troskliwie – Jak tam podróż? Chejron mi mówił, że wybierasz się na jakąś misję. Jak tam Raphael? Jest tam z tobą? Dobrze się odżywiacie? Myjecie się? Wysypiacie się?
Trajkotała i trajkotała, nie dając dojść Percy’emu do słowa i przerywając jego odpowiedzi zadawaniem kolejnych irytujących go pytań. Ponadto ta rozmowa przypomniała Percy’emu, że mama nie wie o zdradzie Raphaela. Nie wiedział co jej odpowiedzieć. Nie chciał okłamywać mamy, ale też nie chciał by się zbytnio martwiła, albowiem Sally Jackson bardzo polubiła jego nowego przyjaciela, choć znała go krótko, traktowała Raphaela jak swego własnego syna.
- Mamo czuję się dobrze. Raphael jest ze mną – Percy postanowił nie mówić mamie o ostatnich wydarzeniach i o zdradzie chłopaka – Jesteśmy na misji. Tajnej misji. A poza tym skąd wiesz, że jestem w Waszyngtonie?
- Chejron mi powiedział, po tym jak go zmusiłam wydzwaniając do niego. Ale naprawdę nic Ci nie jest? – trajkotała dalej mama.
- Nic mi nie jest! –odrzekł Percy nieco zirytowany – Muszę kończyć. Cześć! Pa!

Percy odłożył słuchawkę i położył się na łóżku w pokoju hotelowym i zasnął. Następnego dnia nad ranem po zjedzeniu skromnego posiłku wyruszył potem w dalszą podróż kierując się do Kansas City. Dwa kilometry szedł w totalnym deszczu. W mieście Charleston złapał autobus, który zawiózł go do Indianapolis. Wtedy Percy zdał sobie sprawę, że ktoś go śledzi. Nie wiedział od kiedy, a w czasie podróży metrem do Waszyngtonu też miał takie przeczucie, ale wtedy to zignorował. Jednak teraz był całkowicie pewny, że ktoś go obserwuje. Pytanie było tylko, kto?

Miasto Indianapolis. Stolica stanu Indiana. Duże, piękne, w niektórych miejsca zahaczające o wielki przemysł. Wysokie wieżowce otoczone przez tysiące małych baraków zamieszkałych przez biednych Amerykanów, lub ludzi innej nacji. Miasto, w którym przebywa znaczna ilość potomków Brytyjczyków. Miasto, którego honorowym obywatelem jest polski muzyk Krzysztof Krawczyk, który nota bene jest dzieckiem Apollina. Nic dziwnego, że ten utalentowany śpiewak jest synem boga, znanego też jako patrona muzyki. Przejdźmy jednak do Percy’ego, który chodził teraz po ulicach Indianapolis , ciągle patrząc się za siebie, czy przypadkiem ktoś za nim nie idzie. Jednakże, jak to w filmach zawsze widać, żadnego podejrzanego, którym mógłby być tym śledzącym nie zauważył. Nieco uspokojony heros wyjął ze swego kolorowego plecaka Pepsi, gdyż miał pragnienie. Nie zdążył się jednak napić, gdyż butelka z napojem została zdmuchnięta. Percy próbował w locie złapać butelkę, ale ona za każdym ruchem jego ręki leciała dalej. Po chwili chłopak poczuł dziwną lekkość. Spojrzał w dół i zrozumiał, że unosi się coraz wyżej. Następnie wiatr nim tak szarpnął, że syn Posejdona spadł na ziemię. Percy nieco zdezorientowanym tym co się dzieje powoli się podniósł. Pomacał po plecach i zauważył brak plecaka. Spojrzawszy w górę, zobaczył tornister wciąż fruwającego po niebie. Percy skakał w górę, by dorwać plecak. Jednak rzecz kierowana jakby przez niewidzialnego chochlika uciekała przed nim. Syn Pana Mórz zaklął pod nosem greckim przekleństwem i pobiegł za plecakiem, który powoli się oddalał. Percy biegł w co sił ulicami dziwnie pustego miasta Indianapolis, goniąc swój latający plecak. W końcu kręcił w ciemny zaułek za fruwającą rzeczą i wyciągniętym Orkanem próbował ją ściągnąć z góry. Na końcu zaułka pokazała się ziemista ścieżka prowadząca do wielkiego i mrocznego lasu. Jeśli zgubię plecak w lesie to koniec, mówił w duchu Percy. Miał tam bowiem bardzo potrzebne rzeczy: pieniądze, żywność, pluszaka dla Oktawiana, a także najcenniejszą rzecz na świecie – zdjęcie Annabeth. Kontrolowany przez powietrze plecak dotarł na skraj początek lasu. Percy biegł szybko, ale z każdą minutą stracił siły. Nie jadł od dwóch godzin. Nie dane mu było się też napić. Nagle tornister zawisł w powietrzu. Atmosfera wokół niego zamigotała. Plecaka otoczył lekki odblask światła. I miedzy rzeczą pojawiły się dwie istoty. Stworzenia nie miały ciała stałego. Były stworzone z powietrza. Percy dobrze wiedział czym są te istoty. Walczył z nimi równo rok temu w czasie wojny z Gają.
- Anemoi!!! – krzyknął do nich z wyciągniętym mieczem – Czego znowu do cholery chcecie!!!

Powietrzne istoty nazwane Anemoi, co po grecku znaczy duchy burzy zaśmiały się szyderczo. Jeden z nich wyrzucił plecak syna Posejdona w tył. Potem oboje przybliżyli się do herosa i znowu zachichotały i wesoło klaszcząc swoimi przezroczystymi rękoma okrążali chłopaka.
- My jesteśmy powietrzne ludki, Hopsa sa, hopsa sa! - śpiewały wesoło do młodzieńca – Mamy śmieszne buźki, Oj tak tak, oj tak tak,!
Przyśpiewy dwóch duchów burzy były najwyraźniej znakami przywołującymi, bo zaraz przybyło małe stadko kolejnych Anemoi. Nowych towarzyszy dwóch śpiewaków było aż czterech. Razem duchów burzy było sześć. Największy z nich, który przywódcą był zapewne zwrócił się do Percy’ego.
- Witajże synu Posejdona – rzekł szeleszczącym głosem – Jam jest Airking.
- Czego chcecie? – zapytał znowu Percy.
Duch burzy zwany Airking uśmiechnął się lekko, następnie odwrócił się do swych śpiewających towarzyszy i gestem ręki uspokoił ich. Potem znowu spojrzał na chłopaka, tym razem nieco lodowatym spojrzeniem.
- Bez obawy. Nie zabijemy Ciebie. – obiecał mu – Przysyła nas nasz nowy pan Raphaelem zwany. Wydzielił on nam zadanie opóźnienia twego przybycia do Obozu Jupiter.
- Oddajcie mi plecak! – zawoła do nich syn Posejdona – Ale już!!!
Na te krzyki twarz Airkinga rozpromieniła się uśmiechem szyderczym.
- Spokojnie, herosku! Gdy nadejdzie czas otrzymasz z powrotem twoją rzecz – mówiąc to okrążał chłopca, niczym kupiec niewolnika nim wyznaczy za niego cenę.

Percy miał dość tego. Nie zamierzał tracić czasu próbując się targować z sługami jego wroga, Uranosa. Wybrał swoją ulubioną formę walki. Zaatakował. Pobiegł w kierunku duchów i i machał mieczem próbując zrobić im jakąkolwiek krzywdę. Jednak Anemoi były bardzo zwinne i gibkie i łatwo unikały jego ataków. Atakowały go podmuchami powietrza od tyłu, kiedy ich nie widział. W ciągu raptem trzech minut padł na ziemie chyba ze dwa-trzy razy. Już miał się szykować do kolejnego zapewne bezskutecznego ataku, kiedy nagle duchów burzy uderzył potężny piorun. Przed Percym pojawiła się dziewczyna cała zakryta niczym islamska kobieta nękana przez swego arabskiego męża z siwymi włosami. Anemoi zaatakowały dziewczynę podmuchami powietrza, lecz ona odbiła ich ataki swoją złotą tarczą, którą Percy jakoś dziwnie kojarzył. Nie pamiętał tylko z skąd. Z prawej strony dobiegały jakieś krzyki i chwilę po tym dziewczyn już było co najmniej dziesięć. Ubrane tak samo jak ta pierwsza. Każda z nich wyjęła ze swojego płaszcza charakterystyczny dla siebie oręż. Tak się złożyło, że wszystkie miały łuki. Zaczęły strzelać do duchów burzy, zaś Anemoi nieco wystraszone powoli się wycofywały. Percy, żeby nie czuć się tak upokorzonym przyłączył się do dziewcząt i machał we wszystkie strony swym Okarnem. Z tego wszystkiego zrobił sobie ranę na lewym ramieniu. W końcu ta pierwsza przybyła wyciągnęła rękę przed siebie i uderzyła małą błyskawicą w Anemoi. Młodzi nacierali na duchy i nacierali. W końcu Airking zrezygnował z walki i rzekł do swych towarzyszy:
- Spadamy! Już i tak mocno opóźniliśmy jego podróż! – krzyczał do pozostałych duchów burzy szybko odlatując.
Dziewczyna strzelająca piorunami odwróciła się do swoich towarzyszek i rzekła do jednej z nich.
- Febe, weź pozostałe i idźcie do Jeziora Lake – jej głos był Percy’emu bardzo znajomy – Dogonię was później. Rozumiesz?

Dziewczyna nazwana Febe potrząsnęła głową i poszła w lewo. Za nią wyruszyły pozostałe dziewczęta. Dziewczyna z tarczą w końcu wróciła się do Percy’ego, zrzucając z swojej głowy kaptur. Kiedy chłopak zobaczył jej twarz od razu sobie przypomniał kim ona jest. Napotkaną osobą, która uratowała mu zapewne życie była jego dawno niewidziana przyjaciółka, Thalia Grace, córka Zeusa, króla bogów i władcy piorunów i siostra dawnego przywódcy Obozu Jupiter, Jasona. Była to osoba z najdziwniejszą historią życia, jaką Percy znał w ż swoim życiu. Bowiem, kiedy dziewczyna miała 10 lat uciekła z domu, gdy jej matka rzekomo zabiła jej młodszego brata. Przez dwa lata tułała się po świecie wraz z dwoma herosami, z Lukiem i małą wtedy jeszcze Annabeth. Pewnego dnia odnalazł ich Grover, satyr i późniejszy najlepszy przyjaciel Percy’ego, który zaprowadził ich do Obozów Herosów. Kiedy zbliżali się do bramy zaatakowali ich potworni cyklopi. Córka Zeusa postanowiła z nimi walczyć dając czas pozostałym na dotarcie do obozu. Jednak w czasie bitwy została ciężko ranna. Gdy umierała, jej ojciec Zeus ulitował się nad nią i zamienił ją w drzewo nazwane później Sosną Thalii, które wzmocniło obronę Obozu Półkrwi. Parę lat potem drzewo zostało otrute i Percy odnalazłszy złote runo uzdrowił je, wskrzeszając przy tym dziewczynę, która od tego momentu stała się jego najlepszą kumpelą. Rok później za własną zgodą została zwerbowana do Łowczyń Artemidy, bogini łowów i księżyca i stała się nieśmiertelną.
- Cześć Glonomóżdżku! Dawno Cię nie widziałam. – rzekła do niego wesoło – Co porabiasz w Indianapolis?
- Jestem na misji – powiedział ponuro Percy – Idę do Obozu Jupiter.
- A po co? – zaciekawiła się Thalia.
- Żeby zasięgnąć porady u Oktawiana w sprawie Raphaela i Uranosa – wytłumaczył jej chłopak.
- Raphaela i Uranosa? – zdziwiła się córka Zeusa.
- AAA! Bo ty nie wiesz – skumał w końcu Percy – Raphael jest niedawno poznanym przez ze mnie herosem, który postanowił nas zdradzić.
- A po kiego grzyba miałby was zdradzić – nie rozumiała dziewczyna – I co to ma wspólnego z Uranosem?
- Raphael jest synem Uranosa. – na tę odpowiedz Thalia zbladła.
- synem Tytana? – zdumiała się – ale jak….
Nie dokończyła, bo Percy jej przerwał.
- Nie przerywaj mi! – zawołał do niej Percy – Raphael jest synem Uranosa. Nie jest ważne jak Niebo zapłodniło jego matkę. Najważniejsze jest to, że on chce wskrzesić Uranosa. A to wszystko z mojego powodu.
- Z twojego powodu? – zapytała zdziwiona Thalia.
- Na obozie Ralph zakochał się w jednej córce Ateny – odrzekł jej Percy – oboje jednak nie potrafili wyznać sobie prawdziwej miłości, więc Anaya przyszła do mnie po radę. W czasie naszej rozmowy się rozczuliła. Ja ją przytuliłem przyjacielskim uściskiem, by ją uspokoić. Raphael to zauważył i pomyślał co innego. Wściekł się. I…..
- I postanowił wskrzesić Uranosa, by ten Ciebie zabił – dokończyła za niego Thalia – Powtórka z rozrywki. Kolejna walka z tytanem. Najpierw Kronos, potem Gaja, a teraz Uranos. I tylko nasz kochany Glonomóżdżek może go powstrzymać.
Percy prawie zapomniał o sarkastycznym charakterze córki Zeusa.
- Tak – powiedział Percy – A ty co robisz?
- Ja wraz z moimi łowczyniami idę do Jeziora Lake, A właściwie szłam, dopóki mi nie przerwałeś.
- Do Jeziora Lake? – zaciekawił się Percy.
Zapadła cisza. Percy domyślał się, że to nie będą dobre wiadomości.
- Pani wyczuła tam potwora. Kazała nam pójść tam i sprawdzić co to takiego – odrzekła z niepokojem Thalia. – Nie mogę dłużej tu przebywać. Muszę iść za dziewczętami. Lecz Pani chętnie się z tobą zobaczy. Szanuje się odkąd uratowałeś jej życie. Rozmowa z tobą będzie dla niej prawdziwą radością.
- Zamierzasz wezwać Artemidę? – zdziwił się syn Posejdona.
Dziewczyna potrząsnęła głową. Potem zwróciła swą twarz w stronę lasu i uklękła wołając:
- O Pani, królowo Łowów i Księżyca zwiastującego pokój, Przybądź i przywitaj się z przyjacielem.

Po tych słowach z ciemnego lasu wyłoniła się młoda kobieta z jasnymi włosami, cerą tak delikatną i oczami barwy księżyca. Była ubrana w srebrno-białą sukienkę z długim włochatym płaszczem. Z każdym krokiem kobieta zmniejszała się , jakby cofając się w rozwoju, niczym Benjamin Button. W prawej ręce miała łuk, zaś w drugiej strzałę. Percy widząc Artemidę uklęknął . Piękność spojrzała się na niego.
- Witajże Percy Jacksonie, mój przyjacielu – jej głos był chłodny, a jednocześnie emanował radością – Słyszałam o twej misji, chłopcze. Wiem dokąd zmierzasz. Pomogę Ci się tam dostać. Zaś w drodze powrotnej sprawdzę Jezioro Lake.
Lekko podniosła lewą dłoń z strzałą i delikatnie nią poruszyła. Nastąpił lekki blask światła i zaraz potem pojawiły się czerwone sanie z ośmioma reniferami. Pojazd Artemidy. Od tych sań powstała słynna legenda o Świętym Mikołaju roznoszącym podarki dzieciom.
- Siadajcie Moi Drodzy – rzekła Bogini łowów, wchodząc do sań.
Percy i nieco podenerwowana Thalia szybko zajęli tylne miejsca w pojeździe. Percy widząc minę przyjaciółki przypomniał sobie o jej lęku wysokości. Było to bardzo śmieszne, zwłaszcza, że jest ona córką Zeusa, mającego władzę nad powietrzem, niebem i piorunami. Gdy już wszyscy zajęli swoje miejsca, bogini Artemida pociągnęła za lejce i sanie uniosły się w górę.
- Do Obozu Jupiter! – zawołała Bogini Łowów i sanie, jakby słysząc jej słowa poleciały do San Francisco, gdzie mieści się obóz.

Wieczór. Około godziny 7:00. Las niedaleko Indianapolis. Wielki, zielony i spokojny. Korony iglaków i drzew liściastych delikatnie tańczą w rytm wesołego wiaterku. Gdzieś tam słychać stukanie dzięcioła w korę drzew. Na czerwono-granatowym niebie widać słońce mówiące dobranoc. W środku lasu jest duża polana. Na niej widać stojącego chłopca w jeansach i szarawej bluzie rozpalającego ognisko. Przy chłopcu prawie niewidoczna postać się kłębi, jakby duch. Młodzieniec nie widzi jaśniejącej postaci, ale po jego minie można się domyślić o jego wiedzy na temat jaśniejącej zjawy. Po rozpaleniu ogniska nastolatek zwany Raphaelem idzie do gładkiego kamienia będącego niedaleko chrustu. Siada i wyjmuje z swej prawej kieszeni paczkę papierosów. Bierze jednego peta i zapala go znalezioną na wysypisku zapalniczką. Przez chwilę zaciąga się papierosem, a po chwili zwraca się do ducha.
- Percy jest coraz bliżej Obozu Jupiter – rzekł cichym głosem z petem w ustach – Udało mi się trochę mu przeszkodzić w podróży nasyłając na niego duchy burzy.
Jaśniejąca zjawa starego brodatego starca na te słowa wykrzywiła swoją twarz w uśmiechu na znak dumy. Był to Uranos, niebo w czystej postaci, który przed laty został strącony z tronu przez własną żonę Gaję za pośrednictwem syna Kronosa. Od tego dnia Kronos nie ufał bogom. Ufał tylko herosom, w tym swojemu śmiertelnemu synowi Raphaelowi.
- Bardzo dobrze mój synu – ucieszył się Uranos robiąc kółko wokół kamienia, na którym siedział chłopak.
Raphael jeszcze przez kilka minut zaciągnął się papierosem. Gdy skończył rzucił go na polanę i zdeptał prawą stopą. Potem znowu zwrócił się do swego ojca.
- No, więc gdzie jest to Berło Odrodzenia? – zaciekawił się – Gdzie jest ono ukryte?
- Tego niestety nie wiem. – westchnął Uranos – Ale znam miejsce, które da nam wskazówki. Dzięki nim odnajdziemy Berło Odrodzenia.
- Co to za miejsce? – zapytał sztywno Raphael.
- Góra Othrys – odrzekł na pytanie syna Pan Niebo – Lecz nie czas teraz na to. Najpierw musimy dać Tobie nową broń. Albowiem ta, którą masz w pochwie nie przystoi synowi Uranosa….
Zapadła chwila ciszy. Raphael czekał nadal na odpowiedz ojca. Wiedział, że za chwilę dowie się więcej o nazwie nowej broni.
- Oręż Mroku. – dokończył tytan.
Na te słowa twarz młodzieńca zajarzała uśmiechem, a jego błękitne oczy zapłonęły ogniem z radości. Teraz przyszło tylko odnaleźć tę broń, a po tym już nikt nie będzie mógł go pokonać. Nawet sam Percy Jackson nie zdoła mu się przeciwstawić.

Przyszła burza. Las ogarnął mrok. Niedaleko zagrzmiał grzmot. Z polany było słychać okrutny i przepełniony radością śmiech chłopaka. Trzy harpie, służki Uranosa, siedziały na drzewach na skraju polany. Ich pieśń było słychać na całej łące.

Rycerzem ciemności się stał,
Ten, którego ojcem Niebo jest,
A który z ziemi zrodzony został,
Przyczyną tego miłość wielka jest,
Do córki Ateny bogini mądrości,
I zdrada Przyjaciela z niewinności.

Zamierza on odnaleźć potężną broń,
I jego mocą zniszczyć Boga gromu tron,
A celem jego wskrzesić tytana jest,
Tego który cyklopów swych pogrążył,
I Ziemię wielką przez lata otoczył,
I taka już dola syna Tytana Zemsty jest.

Jednakże jest heros smutny jeden,
Zdolny powstrzymać te fanaberie,
Stoczy on walkę z Pana Nieba Synem,
Jeden z nich zrani drugiego okrutnie,
Śmierć herosowi szczęście przyniesie,
Który Ten spokojnie na wieczność zamilknie.


Tymczasem w Obozie Półkrwi w domku nr6 pewna dziewczyna szykowała się do podróży. Miała około 15 lat i długie blond włosy. Ubrana była w beżowo-pomarańczową tunikę z logiem obozu i niebieskie jeansy. Na tunikę nastolatka nałożyła puchową kurtkę jakby z norek uszytą. Dziewczyna teraz pakowała mapy, książki, broń, ambrozję, jedzenie i picie do swojej jakże pojemnej skurzanej torby. Ową osobą była Anaya, która wbrew zakazom Chejrona i Percy’ego postanowiła odnaleźć swego chłopaka Raphaela. Na zewnątrz rozbrzmiewała wesoła i rytmiczna muzyka. Odbywały się bowiem kolejne Dionizje na cześć Dionizosa, boga wina, winorośli i szaleństwa. Nagle do pokoju wszedł chłopak podobnym do dziewczyny wieku.
- Anaya, dlaczego nie jesteś na…… – urwał widząc co robi córka Ateny.
Anaya się odwróciła do młodzieńca i spojrzała na niego oschłym wyrazem twarzy. We oczach miała łzy.
- Uciekam. – powiedziała wiedząc co usłyszy. Nie obchodziło ją jednak nękania i prośby jej brata – Muszę odnaleźć Raphaela. To ja zawiniłam, więc to ja muszę to naprawić.
- Nie! Nie możesz! Nie zgadzam się! – zaprotestował syn Ateny – Raphael jest synem tytana. On nie może być dobry. Poza tym widziałaś jak się zachowywał zanim uciekł.
- Muszę Anthony – rzekła ze spuszczoną głową – Ja go kocham.
Zapadła cisza. Anthony otworzył usta próbując coś powiedzieć, ale z jego ust nie wydobył się żaden dźwięk. Chłopak się zawiesił i zamknął buzię. Anaya zaś podniosła dumnie głowę i pewnie rzekła tymi słowami:
- Odnajdę go bez względu na to co powiesz ty lub inni. Nie miałeś nigdy dziewczyny, więc nie wiesz co to miłość. Rób co chcesz, ale mnie nie zatrzymasz! – ostatnie zdanie zabrzmiało nieco głośniej.
Anthony znowu spojrzał na nią. Na jej twarzy było widać jednocześnie smutek i pewność siebie. Widać było jej miłość do syna Uranosa.
- Ty naprawdę go kochasz. – rzekł nie dowierzając swoim słowom.
Dziewczyna potrząsnęła głową na znak, że tak.
- Więc idź! Idź i odnajdź go, skoro nie możesz bez niego żyć– powiedział do niej odwracając twarz w bok.
Dziewczyna uśmiechnęła się. Wzięła swą pełną rzeczy torbę. Mocno przytuliła swego brata i wyszła z domku.
- Powodzenia –rzekł Anthony, ale Anaya już go nie słyszała.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Raphael dnia Czw 18:43, 22 Lis 2012, w całości zmieniany 26 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mosqua
Boy z hotelu Lotos
Boy z hotelu Lotos



Dołączył: 12 Kwi 2012
Posty: 330
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Annabeth

PostWysłany: Śro 14:58, 07 Lis 2012    Temat postu:

Raphael napisał:

Alishacet - mojej muzy muzyki, która doradziła mi słuchanie muzyki, kiedy miałem problemy z tworzeniem ósmego rozdziału.
.
Jeszcze nigdy nie  byłam muzą muzyki ( jak to brzmi ;) ) Pożyjemy, zobaczymy. A skoro moja rada ci się tak spodobała, to dam ci kolejną. Jak będziesz publikował następny rozdział, to napisz jakiej muzyki słuchałeś. Dzięki temu my będziemy mogli ją puścić i wczujemy się odpowiedni nastrój.
Raphael napisał:

Nazajutrz już wszyscy wiedzieli o ucieczce syna Uranosa. Obozowicze, zwłaszcza z domku Aresa i domku Ateny świętowali odejście znienawidzonego herosa. Wszyscy świętowali za wyjątkiem dwóch półbogów.
.
Synonimy! Nie wiem, który raz już to mówię. Wykasuj to  " świętowali " z drugiego zdania. Nie jest potrzebne, i tak wiadomo o co chodzi, a jego obecność tylko sprawia, że nieładnie to brzmi.
Raphael napisał:

 Miał bowiem dotrzymać obietnicy danej Mentorowi i wyruszyć do Obozu Jupiter. Percy był bardzo ciekawy jak sprawy się mają u Rzymian. 
Ja też jestem tego ciekawa. ;)
Raphael napisał:

. Dziewczyna siedziała przed drzewem , niedaleko Wielkiego domu i czekała na Percy’ego, który rozmawia teraz z Chejronem na temat jego misji.
Czasy! Rozmawiał, a nie rozmawia.
Raphael napisał:

 Anaya bardzo chciała z nim pójść. Marzyła, by razem z nim odnaleźć Raphaela i odzyskać utraconą miłość.
 
Wszystko bardzo pięknie, tylko chłopak ich zobaczy jeszcze raz razem i będzie wielkie ARGH!!!
Raphael napisał:


Pogoda na obozie była w miarę przyjemna i ciepła. Korony drzew nieśmiało tańczyły w rytm lekkiego wiaterku. Tu i tam śpiewały ptaszki, a w oddali było słychać szum morza. Z areny dobiegały odgłosy walk, a w amfiteatrze dzieci Apollina i Afrodyty wystawiały spektakl miłosny, który każdy mógł sobie obejrzeć, a którego nie oglądał nikt. Jednak potomkowie bogini miłości i boga słońca nic z sobie tego nie robiły i dalej grały, jakby ich widzami była sama natura.
Bardzo fajny fragment, zupełnie w moim stylu. ;)
Raphael napisał:

-  A co z towarzyszami? – zapytał Percy – Mogę wziąć towarzysza?
- Obawiam się Percy, że tym razem będziesz zdany na samego siebie – odrzekł jego Mentor. Okrążał pokój Wielkiego Domu, pijąc sok truskawkowy – Raczej wątpię, by ktoś z Obozu Herosów się zgodził na pójście z tobą. 
Ktoś by się znalazł. Na przykład jakaś zakochana w Percy'm fanka. <3
Raphael napisał:

. Ona jest w nim zakochana, a człowiek zakochany może zrobić dużo głupstw. 
Aaa... A mogłabym iść Sad
Raphael napisał:

Może w Obozie Jupiter znajdziesz kogoś do pomocy.
 
No pewnie! Jeśli za pomoc uznasz rozwściecionego ( cholera, jak to się pisze?) Rzymianina chcącego zabić pierwszego napotkanego syna Uranosa. O, nie o to ci chodziło Chejronie? A to szkoda.
Raphael napisał:

A może sam Chaos we własnej osobie wyzwie go na pojedynek?
 Ej! Nie
właź do mojego fanficka z brudnymi buciorami, ;)
Raphael napisał:
Percy Jackson wolał nie wiedzieć, kto będzie chciał jego śmierci w kolejnych latach.
Na pewno? Jak chcesz to mogę ci podać parę nazwisk...
Raphael napisał:

Dziewczyna zaćwierkała z zaskoczenia i pomogła mu wstać.
zaćwierkała? A co to ona niby jest, kanarek?
Raphael napisał:

- Obiecaj. obiecaj – zaczęła w końcu niepewnie córka Ateny – Obiecaj, że nie zrobisz mu żadnej krzywdy. Obiecaj, że przyprowadzić go żywego.
Percy dobrze spodziewał się tej prośby.
Dobrze? A to słówko to po co? Bez sensu. A ty Percy nie zgadzaj się! Pamiętasz Nico?
Raphael napisał:


Percy’ego czekała długa droga do Obozu Jupiter, gdyż mieścił się on w San Francisco, czyli gdzieś po drugiej stronie Stanów Zjednoczonych. Z Obozu Półkrwi wyruszył około 9:00 godziny, a w Nowym Jorku był trzy godziny później.
Że co? Nie mów mi, że szedł na piechotę. Chcesz żeby padł ze zmęczenia?
Raphael napisał:
Tak, więc nasz bohater po kupieniu trochę mięsiwa na drogę, wybrał się do Waszyngtonu, gdzie urzęduje murzyni syneczek Ateny, jaśnie pan Prezydent Barack Obama.
Teraz już na pewno prezydent.
Raphael napisał:
Do tegoż miasta wybrał się metrem, czyli podziemnym pociągowo podobnym pojazdem. Podróż owa trwała jakieś 2 godziny, gdyż metro pędziło niczym Struś Pędziwiatr.
Metrem? Do Waszyngtonu? Może się nie
znam, ale ciut, ciut, coś tu nie gra.
Raphael napisał:

- Chejron mi powiedział, po tym jak go zmusiłam wydzwaniając do niego. Ale naprawdę nic Ci nie jest? – trajkotała dalej mama.
a skąd u Percy'ego i Chejrona komórki? Pamiętasz o potworach?
Raphael napisał:

 Nieco uspokojony heros wyjął ze swego kolorowego plecaka Pepsi, gdyż miał pragnienie. Nie zdążył się jednak napić, gdyż butelka z napojem została zdmuchnięta. Percy próbował w locie złapać butelkę, ale ona za każdym ruchem
jego ręki leciała dalej. Po chwili chłopak poczuł dziwną lekkość. Spojrzał w dół i zrozumiał, że unosi się coraz wyżej. Następnie wiatr nim tak szarpnął, że syn Posejdona spadł na ziemię. Percy nieco zdezorientowanym tym co się dzieje powoli się podniósł. Pomacał po plecach i zauważył brak plecaka. Spojrzawszy w górę, zobaczył tornister wciąż fruwającego po niebie.
Synonimy, się po pomacał i zmień to ostatnie zdanie, bo coś pokićkałeś.
Raphael napisał:
Percy skakał w górę, by dorwać plecak. Jednak rzecz kierowana jakby przez niewidzialnego chochlika uciekała przed nim. Syn Pana Mórz zaklął pod nosem greckim przekleństwem i pobiegł za plecakiem, który powoli się oddalał. Percy biegł w co sił ulicami dziwnie pustego miasta Indianapolis, goniąc swój latający plecak. W końcu kręcił w ciemny
zaułek za fruwającą rzeczą i wyciągniętym Orkanem próbował ją ściągnąć z góry. Na końcu zaułka pokazała się ziemista ścieżka prowadząca do wielkiego i mrocznego lasu. Jeśli zgubię plecak w lesie to koniec, mówił w duchu Percy. Miał tam bowiem bardzo potrzebne rzeczy: pieniądze, żywność, pluszaka dla Oktawiana, a także najcenniejszą rzecz na świecie – zdjęcie Annabeth.
Urocze, ale czy Percy nie pomyślał, że placaki ot tak sobie nie latają? Moźe miał jakiegoś wroga, który dysponował mocami powietrza. Ach, tak! Raphaela!
Raphael napisał:
. Nowych towarzyszy dwóch śpiewaków było aż czterech. Razem duchów burzy było sześć.
 Może się zdziwisz, ale umiem już liczyć do dziesięciu! Niesamowite, nie?
Raphael napisał:

- Bez obawy. Nie zabijemy Ciebie. – obiecał mu
Nie dalibyście rady!
Raphael napisał:


Percy miał dość tego.
Och, jak ja lubie, gdy Percy ma czegoś dość. Zaczyna się wtedy robić ciekawie.
Raphael napisał:
. Już miał się szykować do kolejnego zapewne bezskutecznego ataku, kiedy nagle duchów burzy uderzył potężny piorun.
To Thalia prawda? Powiedz, że Thalia!
Raphael napisał:


Wieczór. Około godziny 7:00. Las niedaleko Indianapolis. Wielki, zielony i spokojny. Korony iglaków i drzew liściastych delikatnie tańczą w rytm wesołego wiaterku. Gdzieś tam słychać stukanie dzięcioła w korę drzew. Na czerwono-granatowym niebie widać słońce mówiące dobranoc. W środku lasu jest duża polana. Na niej widać stojącego chłopca w jeansach i szarawej bluzie rozpalającego ognisko. Przy chłopcu  prawie niewidoczna postać się kłębi, jakby duch. Młodzieniec nie widzi jaśniejącej postaci, ale po jego minie można się domyślić  o jego wiedzy na temat jaśniejącej zjawy. Po rozpaleniu  ogniska nastolatek zwany Raphaelem poszedł do gładkiego kamienia będącego niedaleko chrustu.
Zacząłeś w czasie teraźniejszym, co dało fajny efekt, ale potem zmieniłeś na przeszyły. Wybierz jeden i się go trzymaj.
Raphael napisał:

Raphael jeszcze przez kilka minut dmuchał w papierosa.
Njwyraźniej nie palisz, więc nie wiesz, ale w papierosa się nie dmucha, tylko się nim zaciąga.
Raphael napisał:


Przyszła burza. Las ogarnął mrok. Niedaleko zagrzmiał grzmot. Z polany było słychać okrutny i przepełniony radością śmiech chłopaka. Trzy harpie, służki Uranosa, siedziały na drzewach na skraju polany. Ich pieśń było słychać na całej łące.

[i]Rycerzem ciemności się stał,
Ten, którego ojcem Niebo jest, 
A który z ziemi zrodzony został,
Przyczyną tego miłość wielka jest,
Do córki Ateny bogini mądrości,
I zdrada Przyjaciela z niewinności.

Zamierza on odnaleźć potężną broń,
I jego mocą zniszczyć Boga gromu tron,
A celem jego wskrzesić tytana jest,
Tego który cyklopów swych pogrążył,
I Ziemię wielką przez lata otoczył,
I taka już dola syna Tytana Zemsty jest.

Jednakże jest heros smutny jeden,
Zdolny powstrzymać te fanaberie,
Stoczy on walkę z Pana Nieba Synem,
Jeden z nich zrani drugiego okrutnie,
Śmierć herosowi szczęście przyniesie,
Który Ten spokojnie na wieki zamknie się.
Sam pisałeś? Nie pasuje mi to zamknie się. Dziwnie brzmi, ale reszta fajnie.
Raphael napisał:


- Powodzenia –rzekł Anthony, ale Anaya już go nie słyszała.

Trochę, jak Annabeth i Malcolm

Na początku wydawało mi się, ze to nie ty to napisałes, bo twoj styl pisania byl o niebo lepszy. Ale oczywiście środek, gdy Percy zaczął jechać metrem, do momentu, gdy spotkał Artemis, to był powrót ns stare smiecie. Ale końcówka znowu fajnie. Po raz pierwszy twój fanfick naprawdę mnie wciągnął, więc pisz szybko i tak jak teraz.
No i brawo za długość, ale mojego najdłuższego rozdziału jeszcze nie przebiłeś.
No i pisałam ten komentarz CAŁĄ GODZINĘ, więc mam nadzieję, że gdy ja dodam nowy rozdział, odwdzięczysz mi się równie obszernym .


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mosqua
Boy z hotelu Lotos
Boy z hotelu Lotos



Dołączył: 12 Kwi 2012
Posty: 330
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Annabeth

PostWysłany: Śro 15:12, 07 Lis 2012    Temat postu:

Znak Ateny!!! Musze leciec do empiku!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Raphael
Kryzys Tantala
Kryzys Tantala



Dołączył: 05 Wrz 2012
Posty: 567
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Percy

PostWysłany: Śro 16:22, 07 Lis 2012    Temat postu:

Piosenkę sam wymyśliłem. Rzeczywiście nie palę, więc nie wiem, że się nie dmucha. Ten czas w tym akapicie z Raphaelem to było tak, że najpierw były czas teraźniejszy, ale potem zmieniłem na przeszły. Najwyraźniej nie wszystko zmieniłem.

Zanim napisałem "zamknie się" było "na wieczność zamilknie". Co lepiej pasuje?

Słuchałem "1 Hour Special - Epic Music Collection VII - Two Steps From Hell". Wpisz to na Youtube i posłuchaj. Naprawdę fajne. Mógłbym słuchać tego całymi godzinami.

Rozdziału może nie przebiłem, ale cały fanfick będzie dłuższy od Twojego. Tobie zostały jeszcze dwa rozdziały, a ja mam zaplanowane 20 rozdziałów, plus prolog i epilog.

No i podaj mi te nazwiska. Ja chcę wiedzieć.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Raphael dnia Śro 16:38, 07 Lis 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mosqua
Boy z hotelu Lotos
Boy z hotelu Lotos



Dołączył: 12 Kwi 2012
Posty: 330
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Annabeth

PostWysłany: Śro 16:50, 07 Lis 2012    Temat postu:

Wiesz, ten czas teraźniejszy naprawdę dobrze brzmiał.
Opcja druga. Brzmi bardziej... no bardziej. ;)
Znam to ;) Też lubię. Zupełnie, jak Władcy Pierścienia
Pewnie tak. Ale może... Nastąpi mała zmiana planów. Ale nie pytaj mnie o chodzi, bo sama do końca nie wiem.
Ja to proponowałam Percy'emu nie tobie. ;) Po za tym, czym byłoby zycie bez nieśmiertelnych istot, ktore chca cie zabic? A jeszcze zabawniej jest gdy nawet nie wiesz kim są...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
rolKa178
Kryzys Tantala
Kryzys Tantala



Dołączył: 12 Sie 2012
Posty: 562
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Domek nr 11
Płeć: Percy

PostWysłany: Śro 17:40, 07 Lis 2012    Temat postu:

Raphael napisał:

Plus do tego kolejna specjalna dedykacja dla naszego artystycznego kolegi - rolKa178 - który otacza nas swoim humorem.



<3!
Wielkie dzięki!
Odwdzięczę się!
Jak zwykle, serdecznie pozdrawiam! Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Raphael
Kryzys Tantala
Kryzys Tantala



Dołączył: 05 Wrz 2012
Posty: 567
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Percy

PostWysłany: Śro 19:00, 07 Lis 2012    Temat postu:

Alishacet napisał:
Wiesz, ten czas teraźniejszy naprawdę dobrze brzmiał.
Opcja druga. Brzmi bardziej... no bardziej. ;)
Znam to ;) Też lubię. Zupełnie, jak Władcy Pierścienia
Pewnie tak. Ale może... Nastąpi mała zmiana planów. Ale nie pytaj mnie o chodzi, bo sama do końca nie wiem.
Ja to proponowałam Percy'emu nie tobie. ;) Po za tym, czym byłoby zycie bez nieśmiertelnych istot, ktore chca cie zabic? A jeszcze zabawniej jest gdy nawet nie wiesz kim są...


Czas teraźniejszy mam zrobić w tylko opisie czy w całym akapicie z Raphaelem? Bo nie wiem.

Ja raczej wolałbym w tylko opisie, ale czy tak można? Raczej nie.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Raphael dnia Śro 19:00, 07 Lis 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mosqua
Boy z hotelu Lotos
Boy z hotelu Lotos



Dołączył: 12 Kwi 2012
Posty: 330
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Annabeth

PostWysłany: Śro 19:10, 07 Lis 2012    Temat postu:

Wiesz co. Teoretycznie nie można, ale tak jak to zrobiłes nie wyglada juz tak zle i nie ma już takiego wytrącenia z równowagi. Zrobiles opis, zakonczyles opis i przechodzisz do czesci drugiej. Wazne zeby byla plynnosc,a nie cos wyskakujacego ni z gruszki nipietruszki.
Wiec zostaw tak jak jest teraz. Inni teoretycznie zawsze moga die czepiac, no ale trudno. Nie mozna miec wszystkiego
No i jeszcze jedno widze ze poprawiles papierosa, ale teraz tez nie jest do konca dobrze. Powinno byc
Zaciągnał sie papierosem
A nie
Zaciagnal papierosa
I zeby nie bylo zadnych domyslow. Ja NIE pale, tylko noj brat


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Mosqua dnia Śro 19:15, 07 Lis 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
rolKa178
Kryzys Tantala
Kryzys Tantala



Dołączył: 12 Sie 2012
Posty: 562
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Domek nr 11
Płeć: Percy

PostWysłany: Śro 19:51, 07 Lis 2012    Temat postu:

1. Alishacet <3 KOMENTARZ (ten długi, w/ quotes)
AD. 1. Chyba opowiadanie jest fajne.'
2. Strasznie dużo, at all. A ja mam inne rzeczy TEŻ do czytania ;c
Kurde.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez rolKa178 dnia Sob 19:18, 10 Lis 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
*Verte*
Błyszczyk Afrodyty
Błyszczyk Afrodyty



Dołączył: 15 Sie 2012
Posty: 347
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Stolica, Warszawa :)
Płeć: Annabeth

PostWysłany: Pią 19:21, 09 Lis 2012    Temat postu:

Sorry, nie miałam kompa, aby odpowiedzieć. Rozdział jest za*ebisty. Rany, ja chce więcej! Ali już ci wszystko napisała, więc... ;D No, więc.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Raphael
Kryzys Tantala
Kryzys Tantala



Dołączył: 05 Wrz 2012
Posty: 567
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Percy

PostWysłany: Pią 19:26, 09 Lis 2012    Temat postu:

Jutro zacznę pisać nowy rozdział. Ponadto mam świetny, choć niezbyt oryginalny pomysł (nie jestem pewny) co do Anayi. Opis tego wątku znajdzie się 11 rozdziale (chyba).

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Raphael dnia Pią 19:26, 09 Lis 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
*Verte*
Błyszczyk Afrodyty
Błyszczyk Afrodyty



Dołączył: 15 Sie 2012
Posty: 347
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Stolica, Warszawa :)
Płeć: Annabeth

PostWysłany: Pią 19:32, 09 Lis 2012    Temat postu:

Mam jakąś wenę twórczą, więc może wstawię jeszczę dziś ;D Znaczy się, moją szóstkę ;D

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Raphael
Kryzys Tantala
Kryzys Tantala



Dołączył: 05 Wrz 2012
Posty: 567
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Percy

PostWysłany: Sob 15:25, 10 Lis 2012    Temat postu:

Ale ubaw! Piszę 11 rozdział, a nawet nie napisałem 9 i 10 rozdziału. Haha. Też tak kiedyś mieliście?

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Raphael dnia Sob 15:28, 10 Lis 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mosqua
Boy z hotelu Lotos
Boy z hotelu Lotos



Dołączył: 12 Kwi 2012
Posty: 330
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Annabeth

PostWysłany: Sob 15:30, 10 Lis 2012    Temat postu:

Uwazaj z tym. Potem cos zamieńisz we wczesniejszych i bedziesz musial pisac od nowa

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Raphael
Kryzys Tantala
Kryzys Tantala



Dołączył: 05 Wrz 2012
Posty: 567
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Percy

PostWysłany: Sob 15:34, 10 Lis 2012    Temat postu:

Akurat 11 rozdział będzie skupiony tylko na Anayi. Poznanie jej przeszłości, charakteru i uczuć. Będzie relacjonował jej podróż do Raphaela. Nie będzie żadnych zmian. Zapewniam Ciebie. Powiedz mi jak oceniasz piosenkę, którą Ci wysłałem? Nie trzeba jej zmieniać i poprawiać? Bo nie jestem pewny (dla mnie piosenka jest świetna, ale muszę znać opinie innych).

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Raphael dnia Sob 15:38, 10 Lis 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Raphael
Kryzys Tantala
Kryzys Tantala



Dołączył: 05 Wrz 2012
Posty: 567
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Percy

PostWysłany: Śro 16:33, 14 Lis 2012    Temat postu:

Witajcie! Przepraszam, za double post.
W końcu wstawiłem ten plakat. Zainspirowała mnie do tego nasza kochana Verte, którą serdecznie pozdrawiam. Plakat jest dość prymitywny, gdyż był robiony na szybko.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Raphael dnia Śro 17:40, 14 Lis 2012, w całości zmieniany 16 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum PercyJackson.fora.pl Strona Główna -> Fan Fiction Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 5 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin