Forum PercyJackson.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

[M] Gladius [+13]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum PercyJackson.fora.pl Strona Główna -> Twórczość literacka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Blanca
Muza/Maniaczka Klat



Dołączył: 02 Sie 2010
Posty: 1477
Przeczytał: 10 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Maków
Płeć: Annabeth

PostWysłany: Wto 18:37, 05 Maj 2015    Temat postu: [M] Gladius [+13]

GLADIUS

Strumienie gorącej krwi zalewają moje zmęczone wysiłkiem fizycznym ciało. Po raz kolejny brudzę się posoką moich wrogów, mieszając ją z własnym potem i piachem areny. Oddycham ciężko, próbując przywrócić spokojne bicie serca. Ostatki sił, jakimi dysponuję zostaną mi już tylko na powrót do celi. Nie wiem, czy to już koniec, czy wymyślą nam kolejną niespodziankę. Jedyne czego jestem pewien, to tego, że przeciwnik już nie wstanie. Jego głowa leży odcięta kilka kroków od reszty ciała, z szeroko rozwartymi oczyma, w których teraz widać już tylko białka. Przysuwam miecz bliżej siebie i spoglądam z ciekawością na klingę. Przygotowane przed walką ostrze lśni w promieniach słońca, które wbrew pozorom wcale nie jest sprzymierzeńcem podczas walk. Zaćmiewa spojrzenie, mocno grzeje i dekoncentruje. A nic nie jest bardziej potrzebne do wygranej niż trzeźwy mózg i chłodna kalkulacja.
Nie ufam nikomu, kto znajduje się w tej chwili dookoła mnie. Jednak gdy słyszę krzyki z publiki, skandowanie mojego 'imienia', decyduję się zagrać małe przedstawienie. Przesuwam językiem po klindze, zbierając jak najwięcej krwi po drodze. Chłodny smak metalu wymieszał się z rdzawym posmakiem czerwonego płynu. Mając w końcu pełne usta podchodzę do głowy ostatniego z walczących i ciągnąc za włosy unoszę na wysokość moich oczu. Spluwam mu prosto w twarz i rzucam głową w okolicę podwyższenia, na którym siedzą władze. Spoglądają na mnie niechętnie; wcale im się nie dziwię. W ich oczach jestem nie tylko rozrywką. Jestem też niebezpieczeństwem, które niekontrolowane może okazać się nie do powstrzymania. Obserwują mnie uważnie, ja jednak się tym nie przejmuję. Jedyne, co przykuwa mój wzrok to niewysoka postać odziana w białą tunikę, stojąca za jednym z pretorów z dzbankiem wody w rękach. Ona również patrzy na mnie. Jej oczy są jedynymi, które nie wyrażają pogardy. Ukryte są w nich jedynie nić sympatii, współczucie i... ten dziwny ogień, który zapłonął również w moim sercu.
***

Mija kolacja, a ja po raz kolejny siedzę nad nią, dłubiąc sztućcem w drewnianej misce. Zresztą, kto o normalnych zmysłach nazwałby tę papkę posiłkiem? Niecierpliwie wystukuję nogą niejednostajny rytm. Inni gladiatorzy siedzący przy moim stoliku patrzą na mnie z niechęcią. Dobrze wiedzą, że jednym ruchem mógłbym się ich pozbyć, nie komentują więc mojego irytującego nawyku. Czekam aż minie ten cholerny czas. Nadejdzie noc, a ja wreszcie będę mógł zobaczyć światełko w tych mrocznych czeluściach mojego życia. Nie mam już przeszłości, nie widzę również dla siebie żadnej przyszłości. Egzystuję, pocieszając się, że kiedyś ta farsa będzie musiała się skończyć.
Odsuwam od siebie miskę i wstaję od stołu. Pozostali rzucają się na nią, licząc że któryś z nich przygarnie resztki. Jak zwierzęta wypuszczone z klatek; żadne inne porównanie nie przychodzi mi do głowy. Sam nie jestem dobrze wychowany, ale wciąż dostrzegam w sobie ludzką naturę. Wracam do swojej celi, gdzie na wymoszczonych sianem deskach zwijam się w kłębek. Chłód kamiennych ścian przyjemnie koi po zmaganiach w pełnym słońcu. Żeby jeszcze tylko nie śmierdziało dookoła uryną, potem i zaschniętą ropą... Krzywię się nieznacznie, wyglądając przez niewielki lufcik przy samym suficie. Księżyc już prawie osiągnął swoje najwyższe położenie - czas iść. Ostrożnie, jak najciszej przemykam pomiędzy innymi celami, by dojść do cichego, ukrytego miejsca. Jest to krata, oddzielająca podziemne przejścia dla sług pałacu i nasze lokum. Gdy przychodzę, ona już tam czeka. Uśmiecha się nieśmiało, nerwowo rozglądając się dookoła. Boi się, że zostanie złapana. Podobnie jak ja, zna konsekwencje tych czynów. Wystarczy, że po przyjęciu na służbę pozbawiono ją głosu. Stajemy naprzeciwko siebie - tak odmienni, ale jednak mający wiele wspólnego. Jesteśmy podludźmi, czymś niewartym szacunku ani uwagi. Zapewniamy rozrywkę i przyjemności. Wyciąga delikatnie dłoń, a ja pomimo przeszkody, przykładam do niej swoją własną. Patrzymy na siebie nie mówiąc nic. Ona nie może, a ja nie mam już sił. Porozumiewamy się bez słów, ale rozumiemy się lepiej niż wszyscy kochankowie z wyższych sfer. Nie potrzebujemy zapewnień o miłości. Stoimy obok siebie, jak równy z równym. Przyciskam czoło do zimnych prętów, a ona niepewnie chwyta moje policzki w swoje szczupłe palce. Wodzi opuszkami po bliznach i bruzdach mojej wychudzonej twarzy, nie pomijając żadnego skrawka skóry. Każdy włosek mojej brody, zmarszczka czy pieg... Nic nie umknęło jej uwadze. Dopiero głos wołający ją z góry każe jej zakończyć tę przyjemną czynność. Odchodzi, pozostawiając niedosyt. Stoję jeszcze kilka chwil, uspokajając trzepoczące serce i ucisk w okolicach podbrzusza. Jutro, ukochana. Jutro znowu cię zobaczę.
***

Nie dotrzymuje jednak tej obietnicy sprzed kilkunastu godzin. Przed rozpoczęciem walk spoglądam szybko na widownię. Nie ma jej. Na jej miejscu widzę kobietę, która kilkukrotnie pojawiała się w jej towarzystwie. Ma zamglone spojrzenie, jakby dopiero niedawno przestała płakać. Na mój widok zagryza wargę i niemal niezauważalnie kręci głową. Jakimś cudem rozumiem ten przekaz - już jej tu nie spotkam. Czyżby ktoś się jednak dowiedział o naszych spotkaniach?
Wstrząśnięty tym odkryciem rozpoczynam walkę, ale już wiem, że tym razem to nie będzie to samo. Miecz ciąży mi mocniej niż zwykle, a ruchy stają się ospałe i spóźnione. Przeciwnikowi udaje się mnie drasnąć w ramię. Nawet nie czuję bólu, jestem zbyt zajęty biciem się z własnymi myślami. Publika wydaje jęk zawodu, widząc jak ich ulubieniec traci kontrolę nad przebiegiem walki. Coraz więcej ciosów sięga moje ciało. Niepogodzony ze stratą przyjmuję je wszystkie, powoli opadając z sił. W końcu ląduję na kolanach; wtedy nadchodzi. Ostatnią rzeczą jaką widzę przed uderzeniem prosto w serce jest jej uśmiechnięta twarz podczas naszego ostatniego spotkania.
Poczekaj na mnie, już do ciebie idę, ukochana.



Cześć! Chciałam się tylko przebudzić ze snu zimowego, w końcu za oknem taka piękna wiosna, i przy okazji pochwalić się tekstem, który powstał pod wpływem chwili, bo zobaczyłam ogłoszenie na konkurs. Praca poszła i jak się okazuje dostała nagrodę, więc sam tekst tym bardziej mnie cieszy. Miłego czytania i jeśli tylko macie na to ochotę, dajcie znać co o nim sądzicie.
Buziaki!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum PercyJackson.fora.pl Strona Główna -> Twórczość literacka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin