Forum PercyJackson.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

[NZ 2/?] Pająk w Malinach [+16]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum PercyJackson.fora.pl Strona Główna -> Twórczość literacka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melissa07
Zezowaty Cyklop
Zezowaty Cyklop



Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 194
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Z Wielkiego Obłoku Maggalena
Płeć: Annabeth

PostWysłany: Czw 14:29, 02 Lip 2015    Temat postu: [NZ 2/?] Pająk w Malinach [+16]

Nota od autora
Bardzo możliwe, że w następnych rozdziałąch będę poruszała tematy trudne, związane ze śmiercią, odkrywaniem własnego ja czy postrzeganiem świata, dlatego daję oznaczenie [+16]. Tekst ten ma mi pomóc zrozumieć siebie i część poruszanych tu zagadnień będzie odnosiła się do mnie, jednak główna bohaterka nie jest mną – Jest istotą, którą powinnam się stać do czerwca 2016 roku. Wiem, że mogłabym się bardzo mocno zmienić, jednak to nie pomogłoby mi w rozwiązaniu problemów (Lub ich wymysłów – O tym wypowiem się niżej). Wszelkie komentarze i uwagi mile widziane.

Prolog
Grube włosy miała spięte w warkocz. Na nosie okulary z czarną oprawką, podreślające jej duże oczy. Czarna, prosta sukienka z białym kołnierzykiem sięgała jej do kolan. Plecy trzymała prosto, lekko splecione palce muskały bawełnianą spódnicę. Usiadła.
- W czym mogę pomóc? – Zapytałem zainteresowany dostojnością tej jakże młodej dziewczyny.
- Nie wiem. – Odpowiedziała, marszcząc brewki. – Chyba zadał pan złe pytanie do rozpoczęcia rozmowy. Skąd Pan wie, że pomoc będzie potrzebna? I skąd pewność, że to właśnie Pan tej pomocy może udzielić?
- Czyli powinienem się zapytać o to, czy coś się stało, zamiast od razu proponować swoją pomoc?
- Przyznam, że nie wiem, czy coś się stało. Potrzebuję odzielić informacje porzebne od niepotrzebnych, emocje pozytywne od negatywnych, zaś zachowania kontrolowane odzielić od tych nieświadomych i dyktowanych uczuciami. I co najważniejsze – Muszę odróżnić prawdę od kłamstwa.
- Nie umiesz odróżnić prawdy od fałszu? – Zaskoczyła mnie tą wypowiedzią. Wygląda na dojrzałą i pewną siebie nastolatkę, nie na zagubioną dziewczynkę.
-Nie mam pewności, czy siebie nie okłamuję. Często traktuję swe zachowanie i myśli jako fanberie, wytwór wyobraźni. Jednak jakaś cząstka mojej świadomości mówi mi, że nie mam racji, i że zmagam się z problemami. Nadal nie mam jednak pewności, która część mojego umysłu mówi prawdę, a która łże.
- Chcesz przestać unikać problemów i odróżnić ich od wymysłów.
-Tak. Chcę poukładać wszystko na półeczkach, zrobić porządek ze swoim sposobem postrzegania niektórych spraw. Potrzebuję dogłębnej analizy swojej duszy i kogoś, kto mi w tym pomoże. Jednak nie chcę nazywać tego pomocą. Człowiek powinien posiadać umiejętność samodzielnego rozwiązywania swoich problemów, jeśli jednak prosi o to kogoś obcego, to najprawdopodobniej jest albo dzieckiem, albo bardzo niedojrzałą personą. – Ciężko odetchnęła. – Nie wiem, czy i te słowa nie są kłamstwem, oddzielającym mnie od pokonania przeszkód. Czy mogę liczyć na Pańskie... wsparcie?
Kiwnąłem głową. Ta dziewczyna ma problem, i to nie jeden – Jej wypowiedź wyraźnie na to wskazuje, ale wewnętrzne lęki blokują je i usuwają w cień, niczym destrukcyjny mechanizm obronny samego strachu.
- Czy chcesz zacząć już teraz?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Melissa07 dnia Śro 7:31, 22 Lip 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Melissa07
Zezowaty Cyklop
Zezowaty Cyklop



Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 194
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Z Wielkiego Obłoku Maggalena
Płeć: Annabeth

PostWysłany: Pią 18:14, 03 Lip 2015    Temat postu:

Rozdział Pierwszy
- Zacząć jest zawsze najtrudniej. – Cicho stwierdziłem, patrząc w jej zielonkawe oczy.
- Wiem. – Szepnęła, spuszczając wzrok. Szybko uniosła głowę, mówiąc. – Nie wiem, czy nie będę odczuwała poczucia winy. Trudno mi o tym mówić...
- Nie musisz się tutaj do niczego zmuszać. Jeśli nie chcesz mówić od razu o sobie, to...
- Nie. – Przerwała mi. – Albo teraz, albo nigdy. Ja... Boję się mówić o swoich problemach. Jest coś we mnie... Głos, który mówi mi, jak mam się zachowywać w określonych sytuacjach. Gdy się nie podporządkowuję, dostaję karton obelg i wyzwisk. Moja samoocena mocno upadła od czasu, gdy mój prywatny hejter... – Uśmiechnęła się. – Zaczął krytykować większość moich pomysłów. Do tego doszły sprzeczki z moją ciocią, która zawsze była najlepsza. W domu, w szkole, w pracy, zdobywała pierwsze miejsca w konkursach i olimpiadach, przeskoczyła klasę w szkole muzycznej. Byłoby dobrze, gdybym i ja taka była. Idealna. Dlatego schowałam swoje prawdziwe ja i zaczęłam pracować nad sobą. Dużo się uczę, zaplatam włosy, codziennie sprzątam i wiecznie się uśmiecham. Gram codziennie na skrzypcach oraz staram się mieć nad wszystkim kontrolę. Ale to nie pomaga, bo zawsze wiem, że mogę być lepsza i zrobić coś szybciej albo dokładniej.
- Chcesz być najlepsza, aby zdobyć uznanie cioci? – Zaskoczyła mnie. Jest niczym cukierek z niespodzianką – Słodki na zewnątrz, acz skrywający tajemnicę w środku.
- Chcę przestać słyszeć, że jestem nieodpowiedzialna, że okropnie się ubieram i powinnam więcej się uczyć. Nie chcę, by mnie dalej porównywano z rówieśniczkami. Skoro oczekują ode mnie bycia najlepszą, zrobię to, byleby mnie zaakceptowano... Pokochano...
- Nie czujesz rodzinnego ciepła?
-Mama zawsze miała własne sprawy na głowie, taty prawie nie znam. Ciocia... Ona ma dość użerania się ze mną, woli książki o ezoteryce i witarianiźmie. Po prostu pozwoliłam się ukształtować na jej obraz i podobieństwo. To chyba nic złego, prawda?
- A własne zdanie? Nie umiesz powiedzieć jej wprost co czujesz? Nie spodziewałbym się braku asertywności po tobie.
-Wiem jak to jest dostać po mordzie za przeciwstawianie się, dziękuję, wolę zamknąć swoje emocje na kluczyk i nie odzywać się podczas ostrzału krytycyzmu. To mój prywatny, mechanizm obronny, połączony z nadmierną samokontrolą i wycofaniem się w wewnętrzny świat fantazji. Boję się jednak... Że to mnie nie opuści do końca życia, że zawsze będę słyszeć ten silny głos w mojej głowie, który daje mi do zrozumienia, że nie jestem dostatecznie dobra. A nawet jeśli go pokonam, to czy dalej będę brała do serca każde słowo? Czy dalej będę patrzeć na siebie prze pryzmat drugiego człowieka? I czy nadal będę się bać, tak cholernie bać...

Jeśli macie uwagi dotyczące mojego stylu pisania, błędów czy czegokolwiek innego - Z chęcią je wysłucham, jakoż że nie sprawdzam tekstu przed udostępnieniem, po prostu piszę na żywca i wstawiam.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Melissa07 dnia Śro 7:22, 22 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Melissa07
Zezowaty Cyklop
Zezowaty Cyklop



Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 194
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Z Wielkiego Obłoku Maggalena
Płeć: Annabeth

PostWysłany: Śro 7:28, 22 Lip 2015    Temat postu:

Rozdział Drugi

Weszła z poważną, kamienną twarzą, lecz w jej oczach kryły się emocje.
- Nie ogarniam... – Zaczęła, gdy oklapła na swe miejce. – Jestem rozdarta między swoim własnym, bezpiecznym, nerdowskim światem, a chęcią przystosowania się i bycia idealną. Nie mówię o swoich problemach, odmawiam sobie przyjemności, zakazuję bycia sobą, wmawiając sobie, że będąc idealną będę sobą. Zamykam się w łazience, ryczę i tnę się. A jednak... „Ja nie dobro narodowe, ja pod skórą drzazga”[1]
- Już dobrze. – Delikatnie złapałem ją za ramiona, gdy zaczęła szlochać. – Zaraz przyniosę herbatę, kocyk i ciasteczka i wszystko mi opowiesz.
Pobiegłem zaparzyć herbatę z melissą, zabrałem pudełko ciastek, kocyk i wróciłem do zapłakanej dziewczyny. To co zobaczyłem przerosło moje najśmiejsze oczekiwania.
Ona tańczyła, śpiewając jeden z utworów Marii Peszek.
-„ Nie ogarniam, Jezus Maria, nie ogarniam, nie! Zamiast głowy wieża ciśnień, zamiast jedej głowy dwie!” – Śpiewała, skacząc i kręcąc piruety – „Nie ogarniam, Jezus Maria, nie ogarniam, nie! Ściana płaczu, ściana śmiechu, zamiast jednej ściany dwie!”
Była opanowana i skupiona, nie tańczyła idealnie i robiła wiele niedopracowanych kroków, ale nie o technice mowa. Po raz pierwszy widziałem ją... Naturalną? Bez maski perfekcjonizmu?
- Huh... Nie mów o tym nikomu, dobrze? – Uśmiechnęła się, choć chwilę temu widziałem ją we łzach.
- A... Aha... Dobrze –Zatkało mnie. Jej zachowanie i uczucia zmieniały się jak w kalejdoskopie. Postawiłem pudełko ciastek oraz herbatę na stoliku, okryłem jej ramiona kocem i usiadłem naprzeciw niej. – Wow... Co to było? –Zapytałem zaskoczony, nalewając gorący napar do filiżanek.
- W wielkim skrócie, skupiłam się na jedej czynności i odreagowałam emocje, zastępując je innymi. Tym samym zdjęłam z siebie ten okropny gorset zawiązany przez... Wiele osób i mogę odetchnąć od tej obrzydliwej codzienności. O, uwielbiam takie eleganckie filiżanki! – Upiła łyk i zamruczała. Była sobą. Inaczej tego nie dało się opisać.
Patrzyłem na nią jeszcze przez chwilę. Jej zachowanie było bardziej energiczne, mówiła ze sporą dozą radości i pewności siebie. I bardzo dużo się uśmiechała.
- Nie rozpowiadaj nikomu, jak dowodzę siebie do normalnego stanu, bo to cholernie wstydliwe. Kiedyś dostawało mi się od koleżanek z klasy z tego i paru innych powodów, a teraz tym bardziej nie chciałabym psuc swojego „image’u” – Parsknęła śmiechem. – Nauczyciele zwariowaliby, gdybym przyszła w loliciej sukience do szkoły i rozdawała sushi czy ciastka. A szkoła miałaby ze mnie polewkę. Potem usyszałaby o tym moja ciocia i... Komentarzom i krytyce nie byłoby końca, a im mniej jej jest tym lepiej się czuję. – Ugryzła ciastko z marmoladą.
- Krytyka jest dla Ciebie niczym nóż w plecy, prawda? – Jej radość była zaraźliwa.
- I to jak! Słowa trafiają w mój umysł i długo z niego nie wychodzą, strzępiąc moją duszę. To bardzo boli, bardziej niż gdy się kaleczę. Ale hormony robią swoje, więc jak jestem na totalnym dnie, to ciacham sobie nogi. Widok krwi tak uspokaja... Ale ciasteczka i kocyk bardziej! – Wtuliła się w mięki materiał.
- Od dawna się tniesz? – Może nie powinienem o to pytać, ale ciekawość była silniejsza.
- Jak miałam dwanaście lat próbowałam coś tam przeciąc możem albo cyrklem, ale mi nie wychodziło. – Pomimo ciężkiego tematu opowiadała o nim z lekkością, śmiała się i ani trochę nie traktowała tego jako tajemnicę. – Po ukończeniu trzynastu lat znalazłąm w domu żyletkę i wtedy się zaczęło. Pierwszy raz skaleczyłam się specjalnie, ale decyzja była szybka, więc ból był małym zaskoczeniem. Do dziś mam bliznę. – Wyciąga dłoń i wskazuje na znamię między kciukiem a wskaującym. – Wtedy nie chciałam tego robic, ale koniec końców cięłąm sie przez około tydzien często i gęsto. Podobało mi się to uczucie. Może jestem masochistką? – Znów się zaśmiała. – Koniec końców przestałam, by się totalnie nie uzależnić, ale co parę miesięcy nie dawałam sobie rady i robiłam barę nacięć. Albo brałąm kąpiel w bardzo gorącej wodzie, czy zafascynowana filozofią pro anoreksji próbowałam nie jeść. Ale to zbyt trudne, ja kocham jedzenie!
- O kurczę, to... Straszne. Nie próbowałaś komuś o tym powiedzieć? Ciocia nie zauważyła?
- Zauważyła, ale uznała mnie za głupią. Chodziłam do psychologa rok temu, ale jednak zrezygnowałam. Boże, nie moge tak siedzieć! - Przygarbiła się i złapała się za krzesło. – Ja rozumiem, czarne sukienki w stylu Courtney Love, ale ja mam za dobry humor na takie rzeczy! No dobra, chrzanić to. Na czym to ja...
- Skończyłaś na zaprzestaniu spotkań z psychologiem.
- A, tak. Zrobiłam po prostu parę... Nieodpowiednich rzeczy i wolałam nie opowiadać o nich psycholożce. Co prawda nie żałuję kolczyka pod językiem czy ucieczki na cosplay walk, ale... Ale jednak! Jeszcze poczucie, że wszystko idzie w inna stronę podczas spotkań, uwaga cioci i nawał pracy sprawiły, że po prostu przestałam chodzić. Koniec końców przyszłam do Ciebie, bo i mi ktoś musi dać oparcie. Chyba musi. – Posłała uśmiech w moją stronę i upiła łyk z filiżanki.
- Bałaś się oceny?
- Tak, ale tobie ufam i mam nadzieję, że mnie zrozumiesz. Chciałam zapanować nad tym co robię i kim jestem, miec w nosie wszystko i wszystkich. Ale to sprowadziło tylko problemy, dlatego uznałam bycie sobą za coś złego.
- Nie powiedział bym tak. – W odpowiedzi spojrzała zaskoczona. – Miałaś dośc zakazów i nakazów, więc wymknęłaś się spod kontroli. Dostało Ci się tak mocno jak nigdy i uciekłaś z podkulonym ogonem. Jednak prędzej czy później i tak byś uciekła i zaczęła robić co chcesz, więc to było raczej nieuniknione. A im później, z tym większą siłą i konsekwencjami. Tak więc może to i lepiej, że odwaliło Ci w wieku czternastu lat, a nie szesnastu?
- Może... Masz rację, wiesz? – Wyglądała tak, jakby miała znów płakać. Tak, dla tej dziewczyny nie istniało pojęcie stabilności emocjonalnej. – Myślę, że na dzisiaj starczy. Dziękuję. I do zobaczenia.
Na pięć sekund zostałem przyduszony mocnym uściskiem.
- N-nie ma za co. – Wycharczałem. – Do jutra... Kocie. – Uśmiechnąłem się, gdy zaczęła się łasić. Następnie rozstaliśmy się przy drzwiach.

[1] – Cytat z utworu Marii Peszek „Nie Ogarniam”


Napisałam to w jedną noc. Dawno tak dobrze mi się nie pisało Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum PercyJackson.fora.pl Strona Główna -> Twórczość literacka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin